Tłusty czwartek dziesięć lat temu. Osiem pączków, które podstępnie czyhały na mnie nie dały mi rady. Ja dałam radę trzem. Faworków, które zjadłam nawet nie policzyłam. Tydzień później zaczęłam swoją przygodę z pilatesem, która trwa do dziś.

Zawsze kochałam jeść słodycze i póki byłam dzieckiem i nie jadłam innych konkretnych rzeczy, choć już tam odpowiednio mnie próbowano przymusić lub zachęcić, to nie było problemu, byłam chuda. Dopiero jak zaczęłam dojrzewać i jeść wszystko co mi w ręce wpadło + słodycze pojawił się problem z nadwagą.

Nie jestem typem, który jest w stanie wytrzymać przy jakiejś konkretnej diecie choćby dzień; sama siebie wtedy właśnie przekonam, że produkty zabronione (przy danej diecie) najlepiej mi służą bo mój organizm w tej właśnie chwili się ich głośno domaga. Jedyna dieta, która u mnie się sprawdza to redukcja spożywanych kcal. Wtedy jem wszystko ale ograniczam ilość.

Świetnie ale na takiej diecie nie da się długo wytrzymać. Właściwie to na żadnej, chyba że mamy taką samodyscyplinę, że faktycznie zaczniemy się zdrowo odżywiać, nasze posiłki będą zbilansowane, dostarczymy organizmowi potrzebnych wartości odżywczych, minerałów, kwasów omega, witamin etc. Taaa… chyba że przyjdzie tłusty czwartek, urodziny, Święta, ślub. Znacie to? No bo jak nie no to cóż? Nie wszystkie musimy być mega szczupłe, nie?

To byłoby kiepskie podsumowanie. Nie! Nie dajemy się! Niebawem Walentynki i chcemy wskoczyć w ładną sukienkę i wyglądać w niej mega. Widzę że motywacja jest, to bardzo dobrze. Jedziemy dalej!

Miesiąc temu dostałam całkiem nową grupę do prowadzenia. Nikt spośród tych Osób (same Panie) nie ćwiczył wcześniej pilatesu. Ok, pomyślałam, że w takim razie i ja sobie zrobię małą przerwę od pilatesu po to żeby poczuć to, co one. Chodziło mi o zakwasy. Zrobiłam sobie przerwę, w tym czasie ćwiczyłam inne rzeczy: treningi obwodowe i siłowe, jadłam tak samo jak wcześniej. I wiecie co? Po dwóch tygodniach przerwy waga pokazała mi + 2kg

Czemu tak się stało? Przecież uczciwie ćwiczyłam a kcal spaliłam na pewno więcej niż gdybym ćwiczyła sobie pilates. No właśnie, to jest to wielkie pytanie. Pilates w moim przypadku to nie spalone kcal a poprawa metabolizmu, pobudzenie wszystkich grup mięśniowych a w szczególności mięśni brzucha, pleców, pośladków i nóg. Pisałam Wam już wcześniej, że uważam go za wspaniałą bazę do uprawiania innych sportów jak i sam w sobie ma wielkie zalety; powoduje że nasze ciało jest dużo bardziej elastyczne, sylwetka staje się bardziej wyprostowana (co optycznie też bardzo dobrze wpływa na wygląd), nie obciąża stawów, pomaga zbudować muskulaturę i co pisałam wcześniej skutecznie likwiduje celulit.

Nie będę Wam teraz pisać że pilates jest doskonały na wszystko no np. moich ramion, mięśni rąk i klatki piersiowej nie zbudowałam uprawiając pilates, choć przy doborze odpowiednich ćwiczeń bym mogła to zrobić,  tylko wykonując ćwiczenia siłowe. Ale dzięki temu że przez prawie trzy lata ćwiczę go praktycznie bez przerwy 4 razy w tygodniu nie stosuję żadnej diety i nie tyję.

To chyba jest coś warte! Mam nadzieję że macie teraz ochotę spróbować. Zachęcam Was do tego bardzo gorąco i chciałabym żebyście przekonały się same czy autor tej metody ćwiczeń- Josef Pilates miał rację mówiąc że: “po 10 treningach poczujecie różnicę, po 20 zobaczycie różnicę a po 30 zaczniecie budować całkiem nowe ciało”. Ja wracam na dobrze mi znaną i sprawdzoną drogę i ćwiczę dalej pilates regularnie.

Zapraszam Was serdecznie na moje konto na Instagramie:  

Znajdziecie tam wiele zdjęć z ćwiczeń nie tylko pilatesu, lub/i na mojego początkującego fanpage na Facebook:  

Jeżeli macie jakieś pytania, piszcie! Jestem ciekawa czy są tutaj jakieś fanki takiej aktywności fizycznej?

Pozdrawiam serdecznie,

Martha Pilates Trainer

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

This site uses Akismet to reduce spam. .