Motywacja. Za oknem zimno, śnieg, krótkie dnie. Chodzimy tak ciepło ubrane, że nie widać ani talii ani boczków ani paru centymetrów, które nam przybyły podczas Świąt i jak tu mieć w takich warunkach motywację żeby np. założyć buty sportowe i pobiegać po parku? Czy też spakować kostium kompielowy i wybrać się na basen? No totalna abstrakcja! Już bardziej realne wydaje się pójście na fitness ale tam z kolei będzie widać wszystko, co nam przybyło tu i tam w okresie zimy. Sytuacja patowa po prostu 

Kluby sportowe prześcigają się od początku roku w ofertach, ufając w to, że nasze postanowienia noworoczne wciąż są aktualne. Trenerzy – motywatorzy wrzeszczą na nas z Facebooka i z Instagrama jak słabi jesteśmy że nie chce nam się dźwignąć naszych czterech liter z kanapy. Dramat po prostu! Ale my swoje wiemy; przyjdzie wiosna, zaświeci Słońce, dnie będą dłuższe i od razu nam się wszystkiego zachce; będzie dieta, spacery, sport.

Czy tak to właśnie działa? No pewnie! Chyba że mamy w sobie już wyrobiony nawyk uprawiania sportu i zdrowego odżywiania to w ogóle nie ma zmartwienia, ale co jeśli nie? Co jeśli to na teraz właśnie zaplanowałyśmy zmiany w naszym życiu i ten zbliżający się “sezozon bikini” ma być właśnie naszym sezonem? A tu chęci zero. Od czego zacząć, na czym się oprzeć? Jak wpaść w rytm? Czy są na to proste przepisy? No chyba muszą jakieś istnieć skoro w koło tyle zdjęć przepięknych metamorfoz dokonanych przez zwykłe Osoby- takie jak my. Przecież one też jakoś zaczynały swoją przygodę z trenowaniem i racjonalnym odżywianiem.

Jest na to prosta recepta? Wczoraj słyszałam jak jeden “motywator” krzyczy z Instagrama: ” rusz się z kanapy a nie siedź w Internecie”. Czy na Was to działa? Na mnie działa to wręcz ze skutkiem odwrotnym  albo myślę że te słowa nie są kierowane do mnie tylko do kogoś innego. DOBRA! Wstęp był wystarczająco długi to jak to jest z tą UNIWERSALNĄ RECEPTĄ by w końcu zebrać się, zacząć i wytrwać. Istnieje? Pewnie że istnieje! Wszystko jest w Twojej głowie a ogranicza Cię tylko wyobraźnia, nie Twoje ciało. A dobre wiadomości są aż dwie: z każdym wykonanym ćwiczeniem i treningiem (gdy już miną pierwsze bolesne zakwasy) jest dużo prościej i te endorfiny jakie da nam trening wynagrodzą nam cały trud i nie pozwolą nam “opaść”. Co polecam? Polecam formę ruchu, która sprawia nam największą frajdę i jest możliwa do zastosowania od zaraz ( jazda rowerem np. będzie w tych warunkach bardzo trudna dlatego wybierzmy coś innego jednak). Jeśli mamy jakiś nasz ulubiony program treningowy obejrzymy sobie go i wyobrażajmy sobie jednocześnie, że to my ćwiczymy, a gwarantuję że już po pierwszych trzech ćwiczeniach znudzi nam się samo oglądanie tego, rozłożymy matę i zaczniemy ćwiczyć. Co jeśli nie?

Wybierzmy wtedy dla siebie inną formę ruchu; wyobraźmy sobie np, że biegniemy po naszym ulubionym parku, wyobraźmy sobie każdy odcinek tego biegu, jesteśmy tylko my, nasz oddech i każdy kolejny przebiegnięty odcinek. Jeśli do tej pory nie założyłyśmy butów do biegania znaczy że szukamy dalej najodpowiedniej formy ruchu dla nas.

A co z dietą? Przecież wiadomo, że dieta to podstawa! Racja! I tu też mam dobrą wiadomość: po każdym treningu nasz organizm sam włączy reakcje obronne przed “śmieciowym żarciem” i pomoże nam wybrać to, co będzie najwłaściwsze dla nas. Wsłuchajmy się w ten głos. I jeszcze jedno: NIE PRZESADZAJMY; nie róbmy od razu dwóch- trzech programów treningowych jeśli dopiero zaczynamy lub jak miałyśmy dłuższą przerwę, nie trenujmy na siłowni tyle, co Ci którzy chodzą tam regularnie od długiego czasu, nie starajmy się biegać od razu godziny czy np. odcinka 10km. 20 minut w umiarkowanym tempie marszo-biegu na początek też jest bardzo dobre, bo gwarantuję Wam, że jak przesadzimy to po pierwsze “rzucimy się” na pierwsze byle jakie kcal, które będziemy miały w zasięgu wzroku ( w końcu dałyśmy z siebie wszystko i nam się teraz należy nagoda) a po drugie przez najbliższe trzy dni ból mięśni będzie przykry i szybko o nim nie zapomnimy. Dlatego róbmy to w zgodzie ze sobą, dla przyjemności. Te trudne początki trwają zazwyczaj tylko przez pierwsze 2-3 tygodnie. Pierwsze efekty w postaci spadku masy ciała i poprawy formy odczujemy już po 5-6 tygodniach a to nam da kolejny POWER do działania 💪

Specjalnie dla Was nagrałam program treningowy, który przybliży Was do wymarzonego celu. Życzę miłych treningów!

Zapraszam Was serdecznie na moje konto na Instagramie:  Znajdziecie tam wiele zdjęć z ćwiczeń nie tylko pilatesu, lub/i na mojego początkującego fanpage na Facebook:  Jeżeli macie jakieś pytania, piszcie! 

Pozdrawiam serdecznie,

Martha Pilates Trainer

1 KOMENTARZ

  1. Najlepszy przepis? Hmm… U mnie oczekiwane rezultaty przyniosły codzienne treningi tabaty, które połączyłam ze zbilansowaną dietą i stosowaniem iqgreen. Suplementacja jest bardzo ważna podczas odchudzania, bo podkręca metabolizm i dostarcza organizmowi niezbędnych witamin. Dzięki takiemu postępowaniu w zaledwie miesiąc, zrzuciłam około 5 kilogramów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

This site uses Akismet to reduce spam. .