Jak już pewnie wiecie, albo i nie wiecie, z początkiem nowego roku przeszłam na dietę. Chciałam po prostu zrzucić kilka kilogramów przed latem, zmienić nieco swoje nawyki żywieniowe na jeszcze lepsze i zabić sobie czymś czas.

Zawsze lubiłam warzywa, owoce, pełnoziarniste produkty i starałam się czytać etykiety, jednak dopiero w tym roku rozpoczęłam dietę z prawdziwego zdarzenia. Wcześniej miałam problem głównie z ilością – jadłam za dużo i za rzadko. Rano nie potrafiłam nic przełknąć, a po powrocie z pracy cz uczelni rzucałam się na lodówkę, jakbym nic nie jadła od dobrych kilku dni.

Obecnie jem 5 posiłków dziennie i z każdym dniem czuję się coraz lepiej. Warto dodać, że jem je regularnie (w zależności o której wstanę; zazwyczaj co 2,5-3 godziny). Nauczyłam się także jeść śniadania, z czego bardzo się cieszę.

Wszystko brzmi super idealnie, prawda? Nie do końca. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam problemy na diecie, które napotkałam podczas mojego wyzwania.

  • RANO NIE MAM OCHOTY NA ŚNIADANIE. Pisałam wyżej, że nauczyłam się jeść ten posiłek i owszem robię to, ale dużo mnie to kosztuje (czasem po prostu wmuszam w siebie jedzenie).
  • MUSZĘ PLANOWAĆ CO KUPIĆ. Praktycznie każdego dnia muszę chodzić na zakupy. Próbowałam kupować hurtowo, ale wtedy część rzeczy mi się psuła i musiałam je po prostu wyrzucić. Mieszkam w centrum Lublina i niestety w moim supermarkecie kolejki są ogromne. Czasem brakuje także produktów, gdyż jest na nie ogromny popyt. Codziennie wieczorem muszę pamiętać, aby zrobić listę zakupów. Wszystko to brzmi błaho, jednak czasem potrafi irytować.
  • MUSZĘ WSTAWAĆ RANO, ABY ZJEŚĆ POSIŁEK. Jestem śpiochem i gdy nie muszę, bo przykładowo mam zajęcia na 16.00, to śpię do 13. Będąc na diecie nastawiam budzik na 9-10, aby zjeść pierwszy posiłek, co nie ukrywając – jest dla mnie czymś strasznym.
  • WSZYSCY JEDZĄ DOBRE RZECZY, A JA PRZEGRYZAM MARCHEWKĘ. Nie ma chyba nic gorszego niż patrzenie na zjaomych czy rodzinę, którzy zajadają się swoimi ulubimi przysmakami, a ja siedzę i patrzę na nich maślanymi oczami.
  • ALKOHOL = WRÓG. Nie ukrywajmy, każdemu studentowi od czasu do czasu zdaży się wyjść na tzw. „integracyjne piwo” czy imprezę do klubu. Wiadomo także, że alkohol jest niezwykle kaloryczny i będąc na diecie, czy będąc „fit” nie powinno się go pić w większych ilościach, a najlepiej w ogóle. I nie, cola zero nie rozwiąże problemu (niestety!).
  • OBIADY U BABCI. Z pewnością każda babcia nie żałuje jedzenia. Jeśli ktoś ma pomysł jak przekonać babcię, że obiad złożony z 3 dań to trochę za dużo i jednocześnie nie urazić jej?
  • UCZELNIA/WYJAZDY/POBYT POZA DOMEM. Niestety nie zawsze mamy możliwość zjedzenia tego, co powinnyśmy w danym momencie i tutaj delikatnie mówiąc pojawia się problem…

Jestem ciekawa jakie problemy na diecie napotykacie Wy! Koniecznie podzielcie się tym ze mną w komentarzach, może znajdziemy wspólnie rozwiązanie.

Pozdrawiam i życzę wytrwałości,

Roksana

Wyzwanie treningowe – Zostań Boginią do Lata!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

This site uses Akismet to reduce spam. .