Drogie Czytelniczki, ostatni mój artykuł o pilatesie bardzo przypadł Wam do gustu. Od dzisiaj będziecie mnie mogły czytać tutaj znacznie częściej, a teraz pójdziemy krok dalej. Poruszymy temat sportu jako zdrowego nawyku i tego, jak to w praktyce zrobić.

Motywacja ==> wytrwałość ==>  nawyk.

Zakładam, że motywację już mamy. Motywacja działa jak rozrusznik w aucie – uruchamia je aby jechać. Auto uruchomione, co zatem będzie nam jeszcze potrzebne? Tak jest! paliwo! W naszym przypadku paliwem jest wyrobienie nawyku.

Jak to zrobić? 

Może opowiem Ci najpierw jak to działa u mnie. Przychodzi godzina treningu, rozkładam matę i ćwiczę pół godziny bez względu na to co mnie rozprasza. To wyrobiony automatyzm; jak włączenie przycisku Chcesz też tak mieć? To czytaj proszę dalej.

Przez chwilę zajrzyj w głąb siebie. Zastanów się czy coś chcesz zmienić. …Masz to? Chcesz? A wierzysz w zmiany? Nie?… to pomyśl raz jeszcze. … już? Wierzysz? Hura! To bierzemy się do działania! Bez wewnętrznego przekonania, że uda nam się osiągnąć cel wszystkie nasze wysiłki będą torpedowane, często przez nas samych. O co chodzi?
Przykładowo chcemy schudnąć. Zaczynamy ćwiczyć i lepiej się odżywiać. Mija tydzień, drugi, trzeci i nic. Odpuszczamy jeden trening, odpuszczamy następny i objadamy się lub czynimy inne “niedozwolone” z punktu widzenia zdrowej diety “przestępstwa”. Potem zabieramy się znowu ale już jest nam trudniej.

Szukamy innej diety, innego programu treningowego często też robimy pauzę i szukamy lub czekamy na “lepszą motywację”.

Znacie to? Myślę że każdy to zna. Tu padnie teraz drugie kluczowe słowo: WYTRWAŁOŚĆ.

Jeśli udało nam się np. wytrwać  w diecie i ćwiczyć przez tydzień, dwa lub trzy to mamy już tę wiedzę, że potrafimy tego dokonać. Nie należy teraz szukać winy w sobie, np.: ” ah jestem słaba, nie potrafię wytrwać w niczym dłużej niż…” albo w czynnikach zewnętrznych: “już mi tak dobrze szło a tu szef dał mi nadgodziny, nauczyciele zapowiedzieli trzy klasówki, Dziecko mi się rozchorowało, itp.” To się zdarza. To zawsze towarzyszy naszemu życiu. Nie przekreślajmy przez to naszych wysiłków i dokonań przez ostatni czas tylko idźmy dalej.

Nawyk. Pomocne narzędzie: kalendarz.

Ogólnie technika jest taka: planujesz sobie 3-5 treningów w tygodniu, wpisujesz je w kalendarz, wykonujesz, odhaczasz w kalendarzu. Proste? Proste! Działa? No nie działa!
W każdym z nas jest taki element “przekory” który nas zniechęca, np.: “dlaczego mam ćwiczyć brzuch we wtorek! Przecież będę po długim dniu, przyjdę do domu głodna i co? Mam się głodzić czy ćwiczyć z pełnym brzuchem?!”

Trzeba to dobrze przemyśleć zanim się zaplanuje. Ja jeszcze mam więcej takiej przekory w sobie niż napisałam to w powyższym przykładzie dlatego ta technika w ogóle u mnie nie miałaby szansy powodzenia. Ja robiłam na odwrót. Wykonywałam trening i wtedy dopiero zapisywałam go w kalendarzu. I wiecie co? Skutek był taki, że zamiast planowanych 3-4 treningów w tygodniu wykonywałam ich 5-6. A przy okazji pisałam co ćwiczyłam i z kim ćwiczyłam.  To wtedy na następny dzień się nie dziwiłam dlaczego np. mnie tak bolą barki czy brzuch.

Kiedyś mnie odwiedziła Znajoma, spojrzała w mój kalendarz i spytała: jak namówiłaś Ciocię żeby z tobą ćwiczyła pilates i to program na brzuch? Wiecie co, ja jej nie namawiałam, przyszła godzina treningu, rozłożyłam dwie maty i ćwiczyłyśmy.

I tak po pewnym czasie możemy wyrobić nawyk. Nawyk, który nam pozostanie i który ma wartość sam w sobie. No bo.. sezon bikini się już skończył, do ślubu koleżanki już nie zdążymy schudnąć 8 kg ale… mamy wyrobiony nawyk! I z każdym kolejnym sezonem bikini możemy wyglądać tylko lepiej.

Mam nadzieję że znaleźliście w tym tekście wartość, podzielcie się proszę tym, co myślicie i tym jak to u was wygląda, w komentarzach.

Zapraszam Was serdecznie na moje konto na Instagramie:  Znajdziecie tam wiele zdjęć z ćwiczeń nie tylko pilatesu, lub/i na mojego początkującego fanpage na Facebook:  Jeżeli macie jakieś pytania, piszcie! 

Pozdrawiam serdecznie,

Martha Pilates Trainer

 

3 KOMENTARZE

  1. Pisząc tu, czuję się dziwnie. Przecież jestem facetem! 🙂
    Nie wiem, czy to pochlebstwo, czy przygana, ale jestem akurat w takim stanie mentalnym, że przyjmuje wszystko, każdy sposób, jeśli tylko pomoże mi zrealizować mój fitnesowy cel. Po przeczytaniu twojego tekstu mam wielką ochotę sprawdzić jak to jutro będzie. To chyba dobrze, no nie?

  2. Spróbuje tak robić, zapisywać po treningu. Zawsze sobie planowałam, ale tak jak mówisz, nie da się przewidzieć wszystkiego i zawsze jakiś trening się odpusci. Zazwyczaj zacinam się po 6 tygodniach, zawsze jest jakaś pauza krótsza-dluższa, w zależności jak się zbiorem, żeby znów zacząć ? może tym razem będzie lepiej ?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

This site uses Akismet to reduce spam. .